3. Sojusznicy

Skipper

Coś tu nie grało. I to mocno. Marlenka i ja byliśmy w kinie, w sali pełnym człowieków, a jeden (właściwie jedna) gapił się prosto na nas. Miała brązowe włosy spięte w kitkę, nieco niezdrowo bladą skórę, dżinsy z łańcuchem na biodrze i koszulkę z Linkin Park.

- Co do jasnej…?! – wykrztusiła – Z rozpaczy mam zwidy i Skilene widzę?

- Yyyy… Ona wie kim jesteśmy? – Marlenka spojrzała na mnie niespokojnie.

- Wy mówicie?! – dziewczyna weszła w zaawansowane stadium zdziwienia – O matko, to na pewno sen.

Trąciła mnie w brzuch, a Marlenkę pogłaskała po karku. Sądząc po jej wyrazie twarzy, stwierdziła, że to jednak nie sen. Nagle capnęła nas za karki i wsadziła do plecaka. Utknęliśmy między butelką soku, a zeszytem.

- Ej ty, ludziowata! – wrzasnąłem – Wypuść nas, bo…!

- Cicho! – syknęła – Ludzie się gapią.

No tak. Już jeden ludź to problem, ale cała sala kinowa? Katastrofa. Komandos (i jego dziewczyna, naturalnie) powinien być niewidzialny. Jak duch albo wiatr. Byliśmy na nieznanym terenie. A to oznaczało, że musimy zaufać tej dziewczynie.

 

Agnieszka

Jeszcze nigdy nie zdarzyła mi się żadna chora akcja. Nie chodzę na imprezy, jestem kiepskim sportowcem. Cholera, nawet na żadnym koncercie rockowym nie byłam! Najdziksza akcja w całym moim życiu, to ta kiedy byłam w Chorwacji i wlazłam na teren szkoły, która była obok pola namiotowego.

Gdyby ktoś powiedziałby mi, że będę przemycać pingwina i wydrę, roześmiałabym mu się w twarz. Ale teraz naprawdę miałam pingwina i wydrę w plecaku i to nie byle kogo! Skippera i Marlenkę, no kto by pomyślał.

Poprosiłam ich o nie wydawanie dźwięków. Nie chciałam zwracać na siebie zbędnej uwagi.

Narrator

- A tak w ogóle, jak się nazywasz? – spytała wydra. Wolała wiedzieć z kim ma do czynienia i jak do niego mówić.

- Agnieszka – odparła dziewczyna, pakując obiad na drogę – Aga, jeśli wolicie.

- Ładne imię – wyderka uśmiechnęła się przyjaźnie.

- Dzięki – Agnieszka odwzajemniła uśmiech – Słuchajcie mam parę zobowiązań, więc jeśli nie macie nic przeciwko, połazimy chwilę.

- Skoro się upierasz – burknął Skipper. Nowa sytuacja drażniła go. Cholera jasna, gorzej niż z Utajnionym i jego bandą!

 

Agnieszka

Lubię zakupy. Chyba, że chodzi o buty. Kupowania butów nie znoszę jak morowej zarazy. Płyty, książki, zestawy Lego, a nawet niektóre ciuchy.

Właśnie znalazłam The Haunting Party*, gdy komórka w mojej kieszeni zabrzęczała. To była babcia.

- Halo? – starałam się brzmieć spokojnie; Babcia jest kochana, ale czasem nieco wścibska.

- Wiesz, która godzina? – zawarczała. Łypnęłam na zegar. 18.00. Oj, niedobrze; PKS mi zwiał.

- Zaraz to naprawię. Wujek Piotr jest w Poznaniu? – chwyciłam się brzytwy.

- Jest – odpowiedziała babcia – Wracaj szybko, dobrze?

- Okej, okej – rozłączyłam się, szybko zapłaciłam za nowy nabytek i skontaktowałam się z wujem. Był po kwadransie. Dziwne, ale przez cały czas miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi.

 

* The Haunting Party- album Linkin Park.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.