4. Kolejne komplikacje

Tymczasem, u Pingwinów…

Kowalski był załamany. Wyekspediował szefa i Marlenkę niewiadomo gdzie, a na dodatek popsuł maszynę, która mogłaby ściągnąć ich z powrotem. Był koszmarnym wynalazcą i jeszcze gorszym przyjacielem.

- Kowalski, lepiej coś wymyślcie i lepiej coś wymyślcie zaraz – Majka automatycznie weszła w rolę lidera.

- Nie mogę – jęknął naukowiec drżąc – Mam pustkę w głowie.

Ukrył twarz w skrzydłach i zaczął niekontrolowanie szlochać. Lila objęła go i zaczęła kiwać się z nim w objęciach w tył i przód. To zawsze uspokajało go w chwilach kryzysu.

- O rany – wychrypiał Rico, robiąc facepalm.

- No dobra – Maja wzięła Szeregowego i psychopatę na stronę – Mamy geniusza w kryzysie intelektualno-emocjonalnym i rozwaloną maszynkę, której nie umiemy naprawić. Jakieś pomysły?

 

W domu, Aga wypuściła Skippera i Marlenę z torby. Nie wyglądali na zachwyconych tą formą podróżowania.

- Nigdy więcej – burknął komandos, masując sobie krzyż.

- Przepraszam, nie przewidziałam transportowania pingwina i wydry – Aga zrobiła miejsce na łóżku. Dzieliła pokój z bratem i jej część była zawalona książkami, komiksami o Hellboyu, gazetami typu Fantastyka i National Geographic oraz rozmaitymi klunkrami* – Zjecie coś? Z góry uprzedzam, że nie mamy ryb.

- A co jest? – Skipper ożywił się. Był głodny jak wilk.

- Spaghetti, pizza… – dziewczyna zaczęła wyliczać na palcach.

- Pizza może być – uciął dowódca komandosów.

Gdy Agnieszka wyszła z pokoju, Marlenka pacnęła Skippera w ramię.

- Mógłbyś być milszy – warknęła – Agnieszka chce nam pomóc, a ty warczysz na nią przez cały czas!

- To może być jakiś szpieg! – odparł Skipp, splatając skrzydła na piersi – Albo osóbka pokroju Wezuwiuszy!

- Twoja paranoja to przekleństwo tego świata – westchnęła wydra masując sobie brew – Minimum zaufania.

- Ona nie jest moją bratanicą!

- Na Majkę też jechałeś!

 

Cieszyłam się, że rodzice wyjechali na tydzień do Włoch z wykładami. Przed babcią i bracholem łatwiej ukryć obecność dwóch postaci z mojego ulubionego serialu animowanego.

Gdy odgrzewałam pizzę dla moich gości, usłyszałam, że Franek (mój brat) ogląda jakiś odcinek SWR** z Inkwizytorem.

Spróbowałam wyobrazić sobie Inkwizytora na miejscu Skippera i Marlenki. Zgroza. Fajna postać, ale strach na takiego kolesia wpaść w ciemnym zaułku.

Nagle usłyszałam zgrzytanie przy drzwiach wejściowych i to na pewno nie był klucz. Cholera, jakiś włamywacz!

Kazałam Frankowi ściszyć telewizor, a sama zabrałam z pracowni rodziców pistolet. Był pneumatyczny; na plastikowe kulki, ale wątpiłam, czy złodziej będzie chciał to sprawdzić.

Był w przedpokoju. Bez namysłu wyskoczyłam z mieszkania i wycelowałam w niego „broń”.

- Łapy do góry! – ryknęłam i osłupiałam na widok włamywacza – Tytus?!

 

*Klunkry- w gwarze Poznańskiej rzeczy, bibeloty.

** Star Wars Rebels

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.