7. W górach

Agnieszka otworzyła oczy z pewnym trudem. Wszystko było zamazane. Kręciło jej się w głowie jak po karuzeli, nakręconej przez jednego z futbolistów z jej klasy. Rany Boskie, co do jasnej? Czuła woń skóry i, ble, kolońskiej! Co faceci mają z tym paskudztwem?!

Dziewczyna zamrugała i wyjrzała przez okno. I zaraz tego pożałowała. To były góry. Polskie, ośnieżone góry. Cholerna Szklarska Poręba!

- Kuźwa – szepnęła z szeroko otwartymi oczami – W co ja do cholery ciężkiej wpakowałam?

- W kłopoty – odparł kierowca obserwując swoich więźniów w lusterku. Miał zimne, szare oczy – Twoi narysowani kumple też.

Aga spojrzała w bok. Tytus spał z głową opartą o okno i obśliniał szybę. Pomiędzy nimi leżała sportowa torba, w której zapewne byli Skipper i Marlenka.

- Pan jest z CBŚ, czy z CIA? – dziewczyna miała nadzieję, że facet okaże się na tyle rozmowny, że uda jej się coś z tego wszystkiego zrozumieć.

- Stul dziób, albo cię zaknebluję – zagroził porywacz pokazując jej rolkę taśmy izolacyjnej. To by było na tyle jeśli chodzi o wydobywanie informacji.

Nie wiedziała jak długo jechali, ale ścierpły jej ramiona i zrobiła się senna. Ocknęła się, gdy auto gwałtownie zahamowało i usłyszała trzask odbezpieczonego pistoletu. Cholera, ten świr chce nas powystrzelać!, Aga była teraz naprawdę przerażona.

Wtedy coś ciężkiego i wściekłego wskoczyło na maskę auta i zaatakowało przednią szybę. Porywacz krzyknął i wystrzelił. Krew bryzgnęła na okno, a ciało zsunęło się z maski. To był początek cholernego piekła.

Z lasu wyłoniły się irbisy (~od autorki: irbis to inna nazwa pantery śnieżnej. Wierzę w waszą inteligencję, ale znam ludzi, którzy nie wiedzą czegoś takiego). Szturmowały auto, drapały karoserię i ryczały gniewnie. Przerażony mężczyzna wcisnął gaz do dechy i ruszył z piskiem opon, taranując kilka panter.

- Skąd one się wzięły?! – Agnieszka wytrzeszczyła oczy. Facet nie zdążył odpowiedzieć, bo czyjś ciężki but kopnął go w potylicę. Tytus szybko złapał kierownicę i władował wóz w drzewo.

- Cała jesteś? – Tytus uwolnił Agę z więzów i pomógł jej się uwolnić z pasów.

- Spoko – wychrypiała dziewczyna i sprawdziła torbę. Jak na komendę, wyskoczył z stamtąd Skipper i zaatakował kierowcę, nie przejmując się zbytnio faktem, że delikwent jest już nieprzytomny – To co robimy?

- Mam pomysł – rudy uśmiechnął się naprawdę wrednie.

 

Ponieważ pantery dopiero co zdołały się przegrupować i ruszyć w pogoń, Agnieszka, Tytus, Marlenka i Skipper przywiązali porywacza do fotela, używając taśmy klejącej, złapali dwie ciężkie torby z zamiarem ich późniejszego przeszukania.

- Możemy go tak zostawić? – Marlenka spojrzała niepewnie na swoich towarzyszy. Irbisy

- Uwierz mi, ludzie umieją wymyślić gorsze sposoby zabijania – prychnął Skipper i uciekinierzy zostawili porywacza panterom.

6. Oswajanie się cz. 2

Filip otworzył swoje szmaragdowe oczy. Widział tylko oślepiającą biel. Chciał zasłonić oczy ręką, ale jego nadgarstki były mocno przywiązane do podłokietników skórzanego fotela. Podobnie jak nogi. Jego głowa także była unieruchomiona. Chłopak zbladł. Zaczął się szamotać. Chciał się jak najszybciej uwolnić.

- Spokojnie, chłopcze – rzekł aksamitny głos z mroku – Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy.

- Mam o tym inne zdanie – burknął Filip zaciskając dłonie w pięści. – Rozwiąż mnie.

- Wszystko w swoim czasie, Filipie – ciepła dłoń dotknęła jego policzka. W mroku zalśniła para złotych, hipnotyzujących oczu – Mam do ciebie prośbę.

 

Następnego ranka, Agnieszka obudziła się o szóstej rano. Ubrała jedną ze swoich ulubionych koszulek, dżinsy i poczłapała do pracowni, gdzie spał Tytus, w śpiworze, ukryty pod biurkiem ojca. Aga lekko nim potrząsnęła. Nic. Potrząsnęła trochę mocniej. Nadal zero reakcji. Pacnęła go w policzek. Klapa.

- Twardy sen, co? – mruknęła pod nosem, po czym zdjęła z biurka słuchawki i nałożyła na uszy Tytusa. Nawet nie poczuł. Podłączyła kabel do swojego telefonu i włączyła swoją ulubioną piosenkę.

- AAAAAARRRGH!!! – zaskrzeczał Tytus, gdy „Adrenaline” zespołu Shinedown zaatakowała jego uszy. Wtedy Aga wyłączyła muzykę.

- Wstawaj, Tytek – powiedziała splatając ręce na piersi – Musimy wykombinować jakieś dobre wytłumaczenie dla twojej obecności. I nie jęcz! Jakbym ci puściła AC/DC to byś miał powody do jęczenia.

- Zawsze jesteś taka złośliwa? – skrzywił się Tytus zakładając kurtkę.

- Tylko w wtorki – Aga wyszczerzyła się. W kuchni już czekali Skipper i Marlenka. Wyjadali płatki ze słoika i popijali mlekiem.

- Okej, ludzie. Wy dwoje musicie ukryć się przed moją babcią i bracholem. Żadnego pacyfikowania, proszę. Tytus, ty będziesz udawał mojego kolegę z Poznania. Przyjechałeś pomóc mi z opowiadaniem.

- A jak zacznie wypytywać mnie o szczegóły? – zapytał niespokojnie rudzielec. Był kiepski w wymyślaniu opowiadań. Paradoksalnie umiał nieźle kłamać.

- Zmyślaj! Ponoć jesteś w tym niezły! – warknęła zirytowana – Zaraz wracam.

- A gdzie się wybierasz? – Tytus i Skipper spytali w tej samej chwili.

- Na zakupy – odparła chłodno Agnieszka zakładając słuchawki na uszy.

 

Connect the space between.
Let it be enough to reach the truth that lies
across this new divide!*

Pedałowała bardzo szybko. Adrenalina krążyła w jej żyłach. Gdy kupiła potrzebne produkty, Agnieszka chciała zdążyć do domu jak najszybciej. Wolała nie zastać mieszkania w stanie totalnego chaosu. Dobrze, że umiała szybko jeździć, bo Tytus wkroczył na ścieżkę wojenną z jej bratem.

- Coś ty sobie myślał?! – warczała, wyładowując naczynia ze zmywarki – Franek ma 12 lat, do cholery!

- Ale to on zaczął! Nazwał mnie dziewczyną! – odwarknął Tytus. Był cały czerwony na twarzy.

- Nie dziwię mu się – burknęła Agnieszka ładując talerze. – Z takimi długimi kudłami, to ty możesz tylko dredy zapleść, żeby cię nie pomylili.

- Tak?! – ryknął rudy wyrywając jej jeden z talerzy i z furią tłukąc go na posadzce.

- Pieprznęło cię?! – wrzasnęła uderzając go w głowę ręcznikiem – Nie dziwię się, że nikt cię nie lubi, baranie!

- Ty mała…! – Tytus mocno popchnął ją i przyparł do blatu – Daj mi jeden powód, żebym teraz nie podciął ci gardła!

- Dzieciaki… – westchnął jakiś głos.

Para nastolatków spojrzała w tym kierunku. To był jakiś facet w garniaku i z maską przeciwgazową. W dłoni trzymał dymiący granat. Gaz usypiający, zdążyła pomyśleć Aga nim zemdlała.

—————

Powiedźcie mi, mam pisać to dalej, czy znów pisać o pingwinach?

5. Oswajanie się cz. 1

Mam wrażenie, że dotychczas było nudno, więc obiecuję, że wkrótce akcja się rozkręci. I ten rozdział będzie trochę dłuższy.

=====================

Nie mogłam w to uwierzyć. To musiał być jakiś żart, złudzenie optyczne. Ale ta twarz, te złoto-rude włosy… Tylko ubranie inne. Bojówki i kurtka w kolorze khaki, czarny T-shirt, bandana w panterkę i czarne wojskowe buty za kostkę.

- Znasz mnie? – Tytus złapał mnie za ramiona, wcale nie przejmując się, że jestem „uzbrojona” – Znasz?!

- W pewnym sensie… – wymamrotałam. Miałam mętlik w głowie.

- A ja znam ciebie – szeptał rudzielec – Agnieszka, tak? Mignęłaś mi tylko w tłumie, a ja już wiedziałem… Chciałem z tobą porozmawiać, ale zniknęłaś. Jakiś facet mi pomógł. Ja… nie wiem co ze sobą zrobić.

- Okej, okej – poklepałam go plecach – Spokojnie, stary. Coś wymyślimy.

Choroba, sama nie miałam bladego pojęcia co z tym fantem począć. Marlenka, Skipper i Tytus, tutaj, pod moim dachem. Boże, ratuj.

 

Tytus, Marlenka i Skipper nie najlepiej przyjęli wieści, że są fikcyjni. Nie chcieli jej wierzyć, nawet gdy Aga pokazała im fotosy z seriali. Skipper stwierdził, że to robota rządu i ich kamer szpiegowskich (i z miejsca zaczął nazywać Agnieszkę szpiegiem). Tytus go poparł, chociaż nie miał bladego pojęcia co to jest kamera. Marlenka kręciła głową z niedowierzaniem. To musiał być jakiś zły sen.

- Ja wiem jak to brzmi – Aga rozmasowała sobie czoło – Ale takie są fakty i ja nic na to nie poradzę. Tutaj jesteście fikcyjni.

- Musimy jakoś wrócić do domu; chłopaki pewnie świrują z niepokoju – Marlenka kręciła się w kółko po łóżku. Zawsze tak robiła, gdy była zestresowana. Skipper podzielał jej obawy, ale nie dał tego po sobie poznać.

- Chcę wam pomóc, ale nie mam żadnego teleportera – dziewczyna splotła ręce na piersi – Coś takiego nie ma szans powstać przez najbliższe tysiąc lat. Na oko.

- Kowalski zmontował takie ustrojstwo w miesiąc – komandos parsknął śmiechem – A wy, Władcy Świata nie możecie zmontować czegoś takiego przez najbliższe tysiąc lat? Błagam.

- Kowalski jest wyjątkowy – przypomniała Agnieszka – Ja z fizyki mam ledwie tróję. Nie zmontuję ci komputera z pudełka po chińszczyźnie i sprężyny!

- I pustej puszki po szprotach – dodała wyderka. Cała trójka parsknęła śmiechem.

 

Tytus

Nie czułem się tu dobrze. Byłem tu obcy. Oni coś mówili,  a ja nic nie rozumiałem. Chciałem wrócić do domu, nawet jeśli nikt za mną nie tęsknił. Wsunąłem rękę do kieszeni i zacisnąłem palce na złotym dysku. Po tym jak mnie przeniosło, klejnoty zniknęły, a powierzchnia pokryła się czarną patyną. Bezwartościowy szmelc.

Musiałem się trzymać z tą całą Agnieszką i dwoma gadającymi zwierzakami, by wrócić. Cudnie.

===================

Portret Tytusa z serialu Potwory i Piraci:

L3wmTH3XpNA

4. Kolejne komplikacje

Tymczasem, u Pingwinów…

Kowalski był załamany. Wyekspediował szefa i Marlenkę niewiadomo gdzie, a na dodatek popsuł maszynę, która mogłaby ściągnąć ich z powrotem. Był koszmarnym wynalazcą i jeszcze gorszym przyjacielem.

- Kowalski, lepiej coś wymyślcie i lepiej coś wymyślcie zaraz – Majka automatycznie weszła w rolę lidera.

- Nie mogę – jęknął naukowiec drżąc – Mam pustkę w głowie.

Ukrył twarz w skrzydłach i zaczął niekontrolowanie szlochać. Lila objęła go i zaczęła kiwać się z nim w objęciach w tył i przód. To zawsze uspokajało go w chwilach kryzysu.

- O rany – wychrypiał Rico, robiąc facepalm.

- No dobra – Maja wzięła Szeregowego i psychopatę na stronę – Mamy geniusza w kryzysie intelektualno-emocjonalnym i rozwaloną maszynkę, której nie umiemy naprawić. Jakieś pomysły?

 

W domu, Aga wypuściła Skippera i Marlenę z torby. Nie wyglądali na zachwyconych tą formą podróżowania.

- Nigdy więcej – burknął komandos, masując sobie krzyż.

- Przepraszam, nie przewidziałam transportowania pingwina i wydry – Aga zrobiła miejsce na łóżku. Dzieliła pokój z bratem i jej część była zawalona książkami, komiksami o Hellboyu, gazetami typu Fantastyka i National Geographic oraz rozmaitymi klunkrami* – Zjecie coś? Z góry uprzedzam, że nie mamy ryb.

- A co jest? – Skipper ożywił się. Był głodny jak wilk.

- Spaghetti, pizza… – dziewczyna zaczęła wyliczać na palcach.

- Pizza może być – uciął dowódca komandosów.

Gdy Agnieszka wyszła z pokoju, Marlenka pacnęła Skippera w ramię.

- Mógłbyś być milszy – warknęła – Agnieszka chce nam pomóc, a ty warczysz na nią przez cały czas!

- To może być jakiś szpieg! – odparł Skipp, splatając skrzydła na piersi – Albo osóbka pokroju Wezuwiuszy!

- Twoja paranoja to przekleństwo tego świata – westchnęła wydra masując sobie brew – Minimum zaufania.

- Ona nie jest moją bratanicą!

- Na Majkę też jechałeś!

 

Cieszyłam się, że rodzice wyjechali na tydzień do Włoch z wykładami. Przed babcią i bracholem łatwiej ukryć obecność dwóch postaci z mojego ulubionego serialu animowanego.

Gdy odgrzewałam pizzę dla moich gości, usłyszałam, że Franek (mój brat) ogląda jakiś odcinek SWR** z Inkwizytorem.

Spróbowałam wyobrazić sobie Inkwizytora na miejscu Skippera i Marlenki. Zgroza. Fajna postać, ale strach na takiego kolesia wpaść w ciemnym zaułku.

Nagle usłyszałam zgrzytanie przy drzwiach wejściowych i to na pewno nie był klucz. Cholera, jakiś włamywacz!

Kazałam Frankowi ściszyć telewizor, a sama zabrałam z pracowni rodziców pistolet. Był pneumatyczny; na plastikowe kulki, ale wątpiłam, czy złodziej będzie chciał to sprawdzić.

Był w przedpokoju. Bez namysłu wyskoczyłam z mieszkania i wycelowałam w niego „broń”.

- Łapy do góry! – ryknęłam i osłupiałam na widok włamywacza – Tytus?!

 

*Klunkry- w gwarze Poznańskiej rzeczy, bibeloty.

** Star Wars Rebels

3. Sojusznicy

Skipper

Coś tu nie grało. I to mocno. Marlenka i ja byliśmy w kinie, w sali pełnym człowieków, a jeden (właściwie jedna) gapił się prosto na nas. Miała brązowe włosy spięte w kitkę, nieco niezdrowo bladą skórę, dżinsy z łańcuchem na biodrze i koszulkę z Linkin Park.

- Co do jasnej…?! – wykrztusiła – Z rozpaczy mam zwidy i Skilene widzę?

- Yyyy… Ona wie kim jesteśmy? – Marlenka spojrzała na mnie niespokojnie.

- Wy mówicie?! – dziewczyna weszła w zaawansowane stadium zdziwienia – O matko, to na pewno sen.

Trąciła mnie w brzuch, a Marlenkę pogłaskała po karku. Sądząc po jej wyrazie twarzy, stwierdziła, że to jednak nie sen. Nagle capnęła nas za karki i wsadziła do plecaka. Utknęliśmy między butelką soku, a zeszytem.

- Ej ty, ludziowata! – wrzasnąłem – Wypuść nas, bo…!

- Cicho! – syknęła – Ludzie się gapią.

No tak. Już jeden ludź to problem, ale cała sala kinowa? Katastrofa. Komandos (i jego dziewczyna, naturalnie) powinien być niewidzialny. Jak duch albo wiatr. Byliśmy na nieznanym terenie. A to oznaczało, że musimy zaufać tej dziewczynie.

 

Agnieszka

Jeszcze nigdy nie zdarzyła mi się żadna chora akcja. Nie chodzę na imprezy, jestem kiepskim sportowcem. Cholera, nawet na żadnym koncercie rockowym nie byłam! Najdziksza akcja w całym moim życiu, to ta kiedy byłam w Chorwacji i wlazłam na teren szkoły, która była obok pola namiotowego.

Gdyby ktoś powiedziałby mi, że będę przemycać pingwina i wydrę, roześmiałabym mu się w twarz. Ale teraz naprawdę miałam pingwina i wydrę w plecaku i to nie byle kogo! Skippera i Marlenkę, no kto by pomyślał.

Poprosiłam ich o nie wydawanie dźwięków. Nie chciałam zwracać na siebie zbędnej uwagi.

Narrator

- A tak w ogóle, jak się nazywasz? – spytała wydra. Wolała wiedzieć z kim ma do czynienia i jak do niego mówić.

- Agnieszka – odparła dziewczyna, pakując obiad na drogę – Aga, jeśli wolicie.

- Ładne imię – wyderka uśmiechnęła się przyjaźnie.

- Dzięki – Agnieszka odwzajemniła uśmiech – Słuchajcie mam parę zobowiązań, więc jeśli nie macie nic przeciwko, połazimy chwilę.

- Skoro się upierasz – burknął Skipper. Nowa sytuacja drażniła go. Cholera jasna, gorzej niż z Utajnionym i jego bandą!

 

Agnieszka

Lubię zakupy. Chyba, że chodzi o buty. Kupowania butów nie znoszę jak morowej zarazy. Płyty, książki, zestawy Lego, a nawet niektóre ciuchy.

Właśnie znalazłam The Haunting Party*, gdy komórka w mojej kieszeni zabrzęczała. To była babcia.

- Halo? – starałam się brzmieć spokojnie; Babcia jest kochana, ale czasem nieco wścibska.

- Wiesz, która godzina? – zawarczała. Łypnęłam na zegar. 18.00. Oj, niedobrze; PKS mi zwiał.

- Zaraz to naprawię. Wujek Piotr jest w Poznaniu? – chwyciłam się brzytwy.

- Jest – odpowiedziała babcia – Wracaj szybko, dobrze?

- Okej, okej – rozłączyłam się, szybko zapłaciłam za nowy nabytek i skontaktowałam się z wujem. Był po kwadransie. Dziwne, ale przez cały czas miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi.

 

* The Haunting Party- album Linkin Park.

2. Komplikacje

Jeszcze, jeszcze gdzie indziej…

Filip pędził korytarzami jaskini. Gonił Tytusa. Rudowłosy pirat zaciskał palce na amulecie w kształcie dysku z pięcioma klejnotami; jeden był pośrodku, a pozostałe cztery po bokach.

- Tytus, poddaj się! – ryknął Filip.

- Zapomnij, Fifi! – roześmiał się drwiąco Tytus wyciągając pistolet i celując w głowę rywala. Spudłował. Filip zdążył schować się za skałą.

- Tytus, proszę, nie chcę zrobić ci krzywdy! – Filip nie ustępował. Naprawdę  nie chciał skrzywdzić rudzielca.

- Doprawdy? To takie urocze – głos rudowłosego stał twardy i zimny jak stal – Ale trochę za późno, braciszku.

Nagle amulet w dłoni Tytusa rozbłysł tęczowym blaskiem. Ani rudzielec, ani Filip nie wiedzieli co się dzieje, ale obaj wyczuli, że to coś złego. Tytus zaczął krzyczeć z bólu. Filip podbiegł do niego i próbował wyrwać mu amulet, ale nie mógł. Złoty dysk jakby przykleił się do dłoni chłopaka. Nagle Filip poczuł palący ból w dłoni.

 

Z powrotem w Centrum Malta…

Aga siedziała na ławce przy kinie i czekała niecierpliwie na Patryka (czyli swojego prawie-chłopaka). Film miał się zaraz zacząć. Gdzie on do cholery jest?, myślała gniewnie. Nagle komórka zwibirowała. To był SMS od Patryka. Zachwycona otworzyła wiadomość i wszystko się w niej zagotowało.

Cześć, Aga. Sorki, że nie mogę przyjść, ale mam sporo na głowie. Innym razem. Pozdro, Patryk.

- Ty… Ty… Cholera jasna, tak dotrzymujesz słowa?! – wysyczała wściekła. Jeden z kręcących się nieopodal ochroniarzy łypnął na nią ze zdziwieniem – Przepraszam, mówiłam do siebie.

Z rezygnacją poszła na sale kinową. Kupiła już bilet, więc po co ma się marnować. Film był nawet fajny, ale Aga nie odnajdywała w oglądaniu przyjemności. Samemu zawsze jakoś mniej komfortowo.

Nagle poczuła, że coś ociera się o jej nogę. Coś małego. Ktoś przemycił do galerii psa?! Agnieszka schyliła się, by zobaczyć co to jest. I wtedy zobaczyła pingwina i wydrę.

 

Tytus doszedł do siebie na jakiejś ławce nieopodal jeziora. Był w nieswoich ciuchach i niektórzy ludzie dziwnie na niego spoglądali. Powietrze śmierdziało i zewsząd dochodził hałas. Budynki wyglądały jakby wykonano je ze szkła. Nigdzie nie było widać Filipa. Był w poważnych taraptach.

————————

Zakończenie takie sobie, ale postaram się to naprawić.

1. Wielki Dzień

Agnieszka

Zapowiadał się cudny dzień. Na niebie nie było ani jednej chmurki, w Poznaniu miało być ciepło, a ja wybierałam się do kina na „Jupiter: Intronizacja”. I to z chłopakiem! No dobra, to jeszcze nie związek, ale jest nadzieja!

Ekspresem ubrałam się, dopięłam łańcuch do spodni, złapałam torbę i kurtkę. W kuchni porwałam jabłko, cmoknęłam na pożegnanie rodziców, babcię i potwora (młodszego brata).

- Zadzwoń jak będziesz na miejscu – przypomniała mi mama – I uważaj po drodze!

- Spoko-loko! – odparłam i poleciałam na dworzec autobusowy. Po godzinie byłam w Centrum Malta.

 

Tymczasem, gdzie indziej…

- Na początek, chciałbym podziękować wszystkim tu obecnym za przybycie – Kowalski zaczął swoją prezentację od powitania. W jego labie była zgromadzona cała ferajna: Skipper, Szeregowy, Rico, Maja, Marlena i oczywiście, jego ukochana Lilka.

- Kowalski, mam nadzieję, że to będzie warte zachodu – burknął szef popijając kawę z łososiem – I przy okazji nie rozwali nam sufitu jak ostatnio. Co to było? Przypomnijcie mi, Szeregowy.

- Odkurzacz – odrzekł posłusznie najmłodszy członek ekipy.

- A pan K. miał go tylko odetkać – zarechotała Majka poprawiając swoją fioletową czuprynę (czyt. sprawiła, że była jeszcze bardziej rozczochrana).

- Och, dajcie mu spokój – zgromiła ich Lila – Nobody’s perferct, okej?

- Dziękuję, kochanie – Kowciu uśmiechnął się do lemurzycy po czym zdjął koc, którym zakrył swoje najnowsze dzieło – Oto Czasowo-Przestrzenny Przenośnik!

Maszyna wyglądała jak komputer z przymocowaną do niego dużą metalową obręczą owiniętą dwoma kablami, czerwonym i niebieskim. Została zrobiona z konsoli do gier, kalkulatora, iPoda otwartego na Google Maps i rybich ości. Dodatkowo, kable na obręczy wychodziły z dwóch fiolek z opalizującymi cieczami, a kończyły się szklanej kolbie okrągłodennej przyklejonej do obręczy.

- Dzięki temu cudowi techniki, będziemy mogli przenosić się do innych lokalizacji, ale także do innych epok – widząc niezrozumienie na twarzach swoich towarzyszy, naukowiec westchnął – Połączenie teleportera z wehikułem czasu.

- Aaaaa! – resztę olśniło.

- Dwie części fioletowej substancji i jedna część różowej- będziemy mogli przenosić się do dowolnej epoki – wyjaśnił Kowalski – Dwie części różowej i jedna fioletowej- natychmiast przeniesiemy się w inne miejsce na świecie, nie cierpiąc z powodu zmiany strefy czasowej. Pozwólcie, że zademonstruję. Wybieramy lokalizację, np. Poznań w Polsce… Ciecze się mieszają… I…

Wtedy z konsoli wystrzeliły iskry, które zaczęły topić drążki i przyciski, a Ipod zaczął dymić. Gdy substancje Kowalskiego się wymieszały, laboratorium zostało zalane tęczowym blaskiem. Wszyscy poczuli smród topiącego się plastiku.

Nowa seria i nowa postać

Wkrótce zaczynam nową serię, do której zainspirowały mnie nowe opowiadania niesamowitej Alex McPenguin (link do jej bloga:  
http://penguins-by-alexmcpenguin.blog.pl/
). Pojawią się tam pingwiny z Madagaskaru i ktoś jeszcze. Nie liczcie, że zdradzę wam szczegóły. Główna bohaterka nazywa się Agnieszka, ma siedemnaście lat, lubi Linkin Park, ciemne kolory, Kraków, Poznań i czekoladę. Ma także parę sekretów, ale tego dowiecie się w rozdziałach.