Zapowiedź nowej serii

Tak, nowej niestety.

Uwaga, uwaga: wracam do pingwinów z Madagaskaru!

Ale nie w klasycznej wersji; postacie będą antro, czyli z względnie ludzką sylwetką i budową. I będą żyć wśród ludzi (kiedyś chyba było takie opowiadanie, ale teraz nigdzie go nie mogę znaleźć, więc autorka chyba zrezygnowała z tego pomysłu, a ja czuję się rozgrzeszona). Pojawią się też postacie z innych produkcji.

Pierwszy rozdział już wkrótce.

LBA

Otóż całkiem niedawno zostałam nominowana do LBA przez Alex McPenguin od tego blogu: 
http://penguins-by-alexmcpenguin.blog.pl
.

To moja pierwsza nominacja, więc jestem nieco zaskoczona i zestresowana. Oto odpowiedzi na pytania Alex:

1. Lubisz ,,Igrzyska śmierci”?

Bardzo lubię, ale książki. Filmy zostały mi obrzydzone przez moją klasę, która na to chodzi do kina bardzo chętnie, ale na coś innego to już nie!

2. Jaka była ostatnio przeczytana przez Ciebie książka?

Oj, trudne. Jeśli komiksy się liczą to przeczytałam „Hellboy w piekle: Zstąpienie” Mike’a Mignola. A jeśli się nie liczą, to czytałam „Wielki Bazar i Złoto Brayana” Peter’a V. Bretta.

3. Kim chcesz zostać w przyszłości?

Kolejne trudne. Myślę o pisaniu scenariuszy np. do serialu „Star Wars: Rebels” (ktoś musi ożywić Inkwizytora!). A jak nie wyjdzie, to nie wiem.

4. Ulubiony kolor?

Nie mam jednego ulubionego koloru, ale myślę, że to granatowy.

5. Co cię zmotywowało do założenia bloga?

Kilka własnych pomysłów i grafomania.

6. Jakie lubisz rodzaje filmów?

Najbardziej lubię te „Zabili go/ją/ich i uciekł/a/li uśmiechając się beztrosko”. Czyli takie z humorem, ale nie całkiem komedie. Chyba, że mowa o filmach z Louisem de Funes. To mogę oglądać na okrągło.

7. Jaki jest twój ulubiony zespół?

Linkin Park. Zdecydowanie Linkin Park.

8. Wolisz góry czy morze?

Morze, zwłaszcza Adriatyk.

9. Jaki jest twój ulubiony smak chipsów?

Najbardziej lubię serowo-szynkowe ;).

10. Jaka jest najczęściej używana przez ciebie emotka?

;)

11. Piszesz piosenki lub wiersze?

Nie jestem dobra w pisaniu ani jednego ani drugiego, ale lepiej mi wychodzą białe wiersze.

 

Na razie nikogo nie nominowałam, ale mam kilku upatrzonych :twisted: . Pytania ułożyłam sobie już teraz (wybaczcie, jeśli wydadzą wam się… lamerskie):

  1. Jaka jest twoja ulubiona potrawa?
  2. Lubisz literaturę fantasy? Jeśli tak to jaką konkretnie?
  3. Jaki jest twój ulubiony fandom?
  4. Lubisz film „Strażników Marzeń”?
  5. Dlaczego prowadzisz bloga?
  6. Masz jakieś dziwactwo?
  7. Czy masz jakąś własną, ulubioną postać (wymyśloną przez ciebie, rzecz jasna)?
  8. Gdzie byś chciał/a pojechać na wymarzone wakacje?
  9. Znasz „Don’t Starve”?
  10. Czy masz jakiś typ scen/opowiadań, których pisanie idzie ci najlepiej?
  11. Czy gdybyś miał/a do wyboru wszystkich ludzi na świecie (łącznie z fikcyjnymi) z kim byś się umówił/a na randkę (możecie odpowiedzieć, że wcale nie chcecie się umawiać)?

16. Porwanie (tak, znowu)

Nadeszła jesień i liście zaczęły opadać z drzew. Kowalski wciąż tkwił bez ruchu w wannie i słuchał smętnych kawałków. Talib i Rico sprzeczali się w kwestiach destrukcji, co więcej, Terrorysta zaczął się kręcić wokół panny Perky.  Maja odpędzała się od Julka, który ciągle przysyłał jej czekoladki, wina i świecidełka, a także wciąż poszukiwał Jasamej, by pomścić włosy pingwinki. Szeregowy zaś latał to w jedną to w drugą stronę chcąc ratować jedność w drużynie.

Marlenka popadała w coraz większą depresję. Nie chciała jeść, więc Alice codziennie zabierała ją do weterynarza, który karmił wyderkę przy użyciu sondy (nie wiem czy zwierzętom można tak robić, a nie planuję kariery medycznej), co było dla Marleny dość nieprzyjemne.

Lila codziennie obserwowała wybieg pingwinów, mając nadzieję, że wypatrzy wysokiego komandosa, ale jej nadzieje były płonne. Na dodatek, gdy Julian akurat nie próbował dobierać się do Majki, dobierał się do Lilki.

 

Zbliżał się grudzień. Maja wyszła na miasto. Odkąd została dowódcą, wszystko się uspokoiło. Ani Hans, ani Bulgot, ani nawet szczury nie atakowali. Czy to moja wina?, zastanawiała się pingwinka, Może to znak od losu, że nie powinnam być liderem?

Nagle ktoś zatarasował dziewczynie drogę. To były dwa pingwiny i biały paw. Jeden pingwin miał jadowicie zielone oczy i był samicą. Drugi miał brązowe oczy i był mocno napakowany. Biały paw miał cybernetyczne prawe oko i metalową protezę lewego skrzydła z nożami imitującymi pióra. To on tu dowodził.

- Witam, panno Brownwood – paw uśmiechnął się szeroko. Maja wytrzeszczyła oczy.

- Wong?! – krzyknęła – Cholera jasna, ty żyjesz?!

- Mówiłem ci, skarbie. Jestem twardy – Wong poruszył mechanicznym skrzydłem. Pneumatyczne siłowniki zasyczały. Paw machnął na odlew protezą i rozciął ramię Maji. Krew chlapnęła na chodnik. Pingwinka krzyknęła z bólu. Napakowany pingwin unieruchomił jej skrzydła, a zielonooka wbiła w szyję komandoski strzykawkę z jakąś przeźroczystą cieczą. Gdy preparat znalazł się w żyłach Maji, dziewczyna straciła przytomność. Porywacze umknęli razem z ofiarą.

—————-

Przepraszam, że musieliście tyle czekać, ale nie miałam dostępu do kompa i na dodatek byłam chora, więc musiałam odrabiać zaległości.

Postanowiłam dokończyć ten wątek z porwaniem Maji, a potem zrobić coś nowego. Spokojnie wciąż będę pisać o Pingwinach, ale wprowadzę nowe, inne postacie. Lilę zostawię, bo zdążyłam polubić tę postać. Czasem będę wrzucać coś nie pingwinowego.

15. Złamane serca i nieszczęśliwe miłości

Marlenka

Kiedy usłyszałam o odejściu Skippera, kompletnie się załamałam. Weszłam do swojego mieszkania. Spojrzałam na wszystkie moje rzeczy. Tyle z nich przypominał mi o Skippie. Sama nie wiem, co we mnie wstąpiło. Po prostu zaczęłam tłuc co popadnie. A gdy skończyłam oklapłam na łóżko i zaczęłam szlochać w poduszkę. To wszystko moja wina. Miałam ochotę się zabić…

 

Kowalski

Wwlokłem się do bazy. Zignorowałem zaniepokojone piski Szeregowego i skrzeki Rico. Pomaszerowałem prosto do łazienki, napuściłem sobie gorącej wody i wgramoliłem się do środka. Włączyłem smutną muzykę w radiu i zamknąłem oczy. Nie chciałem mieć żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym.

 

Lila

Nie mogłam przestać o nim myśleć. Był przystojny, miał piękne, szafirowe oczy, w których tlił się inteligentny błysk. Ale ktoś mi powiedział, że Kowalski jest z delfinicą o imieniu Doris. Widziałam ją i… nie mam żadnych szans. Nie jestem taka ładna. Ba, ja nawet pływać nie umiem! Dlaczego, gdy już wypatrzę sobie przyzwoitego chłopaka, to okazuje się, że jest już zajęty. Dlaczego nie mogę być szczęśliwa?!

——————————–

Cześć, tu Eris Nui. Pewnie zauważyliście, że skasowałam kilka rozdziałów. Postanowiłam nieco przybliżyć znajomość Lilki i Kowalskiego, a także przyspieszyć powrót Skippera. Przepraszam, że ta notka jest krótka, po prostu nie mam weny. Mam nadzieję, że nie wyszło jak fragment Zmierzchu. Jeśli ktoś miałby jakieś pomysły co do ciągu dalszego, to proszę napiszcie mi o nich.

14. Problem Kowalskiego

Kowalski chodził zły jak szerszeń (z tą różnicą, że nie wołał „A żądłem chcesz?”). Kto to widział, żeby smarkula, na dodatek nie żołnierz dostała awans na dowódcę?! To nie do pomyślenia! Przecież od razu widać, że ona nie ma kompetencji. Ale on jeszcze się zemści, jeszcze zostanie doceniony!

Nagle naukowiec wpadł na kogoś z lemurzą, pasiastą kitą.

- Julian, patrz jak idziesz! – zdenerwował się Kowalski i nagle zauważył, że to nie Julian – Ups, pardon, mademoiselle.

- No ja myślę, monsieur – odparła Lila przygładzając sukienkę i nagle poczuła szybsze bicie serca. Wysoki pingwin wydał jej się taki przystojny. I ten uroczy wyraz zamyślenia na twarzy.

- Jestem Lila – przedstawiła się lemurzyca.

- A ja nazywam się Kowalski i jestem spóźniony – odparł pingwin i poszedł do swojej dziewczyny.

 

Kowalski podkradł się pod wybieg Doris z kwiatami i bombonierką w skrzydle. Chciał zrobić delfenicy niespodziankę. Nagle usłyszał jakieś chichoty i plusk wody. Doris sprosiła koleżanki, czy co? Kowalski zajrzał i osłupiał. Doris całowała się z… Antoniem! Umięśniony samiec wydry głaskał dziewczynę po twarzy i w przerwach między pocałunkami prawił jej komplementy po hiszpańsku.

- Doris! – Kowalski upuścił prezenty – Co to znaczy?

- Yyyy… – Doris pogubiła się – Jakby to…

- Po prostu – rzekł Antonio do Kowalskiego – Ona woli prawdziwych mężczyzn, nielocie.

Przez Kowalskiego przetoczyło się mnóstwo uczuć. Miał ochotę rozerwać tę tandetną podróbę Antonia Banderasa na strzępy, a z drugiej… Szef go już ostrzegał. Kowalski odwrócił się na pięcie i poszedł okupować wannę.

————–

Sorry, że rozdział taki krótki i że zraniłam Kowalskiego. Po prostu podejście Doris do naszego naukowca i jego uczuć mnie drażni. Ogólnie, ta delfinica wydaje mi się niewiele lepsza od swojego brata.

13. Stresujące stanowisko

Okej, wena na pingwiny wróciła (szybko, nie?!) i oto kolejny rozdział. Jeśli komuś podobały się poprzednie notki o Bakugan, to ciąg dalszy jest na bakuganfireandice.blox.pl. A teraz zapraszam do czytania:

———————–

Maja usiadła w łazience. Miała ochotę coś sobie zrobić. Wujek Skipper chyba naprawdę postradał rozum. Ona szefem? Jawne kpiny. Nagle przypomniała sobie o pewnym pudełeczku, które matka podarowała jej przed wyjazdem. Dziewczyna szybko podbiegła do apteczki w kącie i wyjęła pomarańczowy pojemnik z tabletkami.

- Matka mówiła: „Będzie sytuacja, łykaj”! – mruknęła wysypując garść pigułek na skrzydło.

- Hej, Maj… To jest szefowo – do łazienki wszedł Szeregowy i wbił swoje słodkie oczęta w tabletki – Co to jest?

- Yyyy… – Maja się zacięła. Wtedy do środka wparował Kowalski, złapał jedną z tabletek i obejrzał lupą.

- To tabletka antykon… – ugryzł się w język i wcisnął pigułkę z powrotem do skrzydła nowej szefowej – Już nic.

- No ja myślę – warknęła złowrogo Maja i łypnęła na tabletki w taki sposób jakby były glutami – To o taką sytuację matce chodziło.

Wyrzuciła tabletki do sedesu. Wtedy woda się zakotłowała, zzieleniała i zaczęła chlupać na wszystkie możliwe strony. Pingwiny dały drapaka, zatrzaskując za sobą drzwi.

 

Tymczasem, Król Julian siedział na swoim tronie i przyciskał kostkę lodu do siniaka na policzku. Cios od Lili był silny, co odbiło się na królewskiej „urodzie”. W tej samym momencie, Lila coś malowała w swoim brulionie. A malowała tak ładnie i realistycznie, że wszyscy zaglądali jej przez ramię, by zobaczyć, co przedstawiają jej obrazki.

- Dlaczegom Dar od Pradawnych jest takim oporny? – jęknął Julek spoglądając na lemurzą piękność.

- Może Lila lubi subtelne podejścia? – zasugerował Mourise szykując soczek dla króla.

- Subtelnem? – powtórzył Julian i nagle Mort przylgnął do królewskiej stopy – Nie tykaj stopy!

Król kopnął małego lemura, który z okrzykiem „Uwielbiam latać!” wyleciał poza teren zoo i wpadł na czyjeś auto. Rozległ się krzyk „Mój samochód!”. Lila spojrzała groźnie na Juliana i sobie poszła. Wtedy Julek zobaczył pingwinicę z czarnymi, krótkimi włosami. I aż się zachłysnął, gdy rozpoznał Maję.

- Ma Majówka! – zawył z rozpaczy i podbiegł do pingwinicy – Ktom ciem oszpecił?!

- Ja sama – burknęła Maja.

- Gziem polazła ta Jasama?! – chciał się dowiedzieć Julek. Zdumiona Maja wskazała mu park, a król lemurów poleciał mścić „swoją Majówkę”. Nowa szefowa westchnęła. Wujek mówił, że to stresujące stanowisko.

—————-

Dowcip z pigułkami pochodzi ze skeczu „Sen Młodzieżowy” Kabaretu Potem.

Ogłoszenie nr. 1

Ponieważ utraciłam wenę związaną z Pingwinami, postanowiłam na chwilę przerzucić się na coś innego. Pingwiny wrócą z hukiem i humorem, ale dopiero, gdy wróci odpowiednia wena (czyli nie wiem jeszcze kiedy). Dziś wrzucę notkę nowego opowiadania. Mam nadzieję, że wam się spodoba. ~ Eris Nui

12. Wyjazd

Stosunki w bazie pingwinów uległy gwałtownemu pogorszeniu. Skipper chodził przygnębiony i darł się na dosłownie wszystko w zasięgu wzroku. Oddział i Maja zaczęli się poważnie martwić, gdy Skipper zaczął (przepraszam za wyrażenie) opieprzać zlew.

- Teraz, to mi wujek kompletnie zwariował – stwierdziła Majka – Kowalski, opcje.

Kowalski wyjął niewiadomo skąd notes i zaczął rozrysowywać wszystko ołóweczkiem. Gdy skończył, długo wpatrywał się w to co zapisał.

- Dać mu po głowie? – zaryzykował  wreszcie.

- A może tobie? – warknęła dziewczyna biorąc się pod boki – Dalej!

- Umówić z jakąś kobietą? – naukowiec spróbował po raz drugi.

- Chłopie, mało wiesz – Majka przejechała sobie skrzydłem po twarzy – Nie umawia się faceta świeżo po rozstaniu z inną kobietą, bo wciąż będzie wspominał tę poprzednią!

- Oj – Kowalski zaczerwienił się. Nagle pojął, co robił źle przez te wszystkie lata – Skończyły mi się pomysły.

- Ktoś ma jakieś inne pomysły? – Maja obrzuciła resztę oddziału groźnym spojrzeniem. Nikt nie miał.

 

Skipper patrzył ponuro w lustro. Jego źrenice były rozszerzone. Na piórach osiadł  zapach papierosa. Pomału zamieniał się we wrak pingwina. Trzeba to było skończyć. Chyba czas się wycofać. Ale kto się nimi zajmie? Kowalski wydawał się najrozsądniejszym wyborem, ale on wszystko analizował, a dowódca powinien ufać instynktowi.

Nagle Skipper usłyszał Maję rozkazującą jego oddziałowi. No tak, w końcu brat Skippera, Hugh Brownwood był jednym z najlepszych dowódców jakich mieli pingwini komandosi. Najwyraźniej jaki ojciec, takie dziecko. Skipper uśmiechnął się szeroko. Miał plan.

 

- Moi drodzy – rzekł uroczyście Skipper przy kolacji – Znamy się bardzo długo. Ciebie, Talib nie liczę, bo przyjechałeś dopiero trzy dni temu.

- Się wie, kolo – odparł terrorysta. Hierarchia w wojsku jakoś mu się wymykała.

- Ech, tak – Skipper na chwilę stracił wątek – Chciałem was poinformować, że… odchodzę.

W ciągu następnych kilku minut zapanował chaos. Wszyscy zaczęli krzyczeć, protestować i szlochać, ale dowódca szybko usidlił towarzystwo starą, sprawdzoną metodą czyli plaskaczem.

- No dobrze – rzekł wreszcie Kowalski rozcierając sobie policzek – Ale kto będzie dowodził?

- Marianella Brownwood – odparł Skipper – Maja – dodał widząc zdziwione samców.

- Ale… – Kowalski zbladł ze złości – Co to, do cholery ma być?! Ona nawet nie jest w oddziale! I to kobieta!

- Masz z tym problem?! – ryknęła Majka wstając. Skipper znów musiał zastosować  plaskacza.

- Spokój – warknął – Maja będzie szefem i koniec dyskusji!

Zapadła ciężka cisza. Kowalski się nadąsał. Szerciu i Rico zaczęli szlochać. Talib bawił się zawleczką od dynamitu. Majka uciekła, bijąc się z myślami. Skipper spakował się i zniknął bez pożegnania.

Spokojnie, Skipp wróci. Słowo uczennicy wielu placówek edukacyjnych.

11. Until it’s gone…

Kiedy Skipper doszedł do siebie i przełknął fakt, że ma jeszcze jednego psychola w oddziale (Rico nie przyjął tego najlepiej), poszedł do Marlenki. Chciał wyjaśnić pewne nieporozumienie.

- Czego? – burknęła nieżyczliwie wyderka, gdy komandos stanął w progu jej habitatu – O co chodzi?

- Czemu jesteś taka? – Skipper oparł skrzydła na biodrach.

- Zgadnij – warknęła Marlena.

- Oświeć mnie – wzniósł oczy ku nieb… pardon, ku sufitowi.

- Właśnie dlatego! – wrzasnęła wydra – Bo jesteś taki… zimny! Nic cię nie obchodzi, tylko to twoje głupie wojsko! Jesteś po prostu idiotą!

- Szto? – Skipper tak się zdziwił, że wyrwało mu się rosyjskie słówko – Ya, kholodnyy?

- Da, vy! – Marlenka też coś kojarzyła – Starałam się, byłam miła, a ty nic! Ciągle krytykujesz Szeregowego, Maję podejrzewałeś o bycie szpiegiem, Kowalskiego ciągle bijesz, a Rico… – przerwała – No, dobra, jemu jeszcze nic nie zrobiłeś, ale to kwestia czasu.

- To o kogo ci w końcu chodzi? – zgłupiał Skipper.

- O ciebie! – wrzasnęła Marlenka i wyrzuciła pingwina ze swojego mieszkania – Pogadamy jak się zastanowisz, komandorze Skipper!

Skipper otworzył dziób. Potem zamknął. Potem jeszcze raz otworzył i znów zamknął. To był jeden z tych momentów, w których naprawdę nie wiedział co powiedzieć. Ostatnio doświadczył czegoś takiego wiele lat temu, w Anglii na spotkaniu z szefową brytyjskiego wywiadu zwierzęcego. Owa szefowa była najbardziej cynicznym i złośliwym stworzeniem z jakim zetknął się Skipper.

- A wiesz co? – wrzasnął nagle – A ty jesteś najbardziej naiwnym i denerwującym stworzeniem na tej planecie!

Wtedy z groty Marlenki wypadło zdjęcie oprawione w ramkę ze stali nierdzewnej, której kant huknął w sam środek czoła. Skipper złapał zdjęcie, by je odrzucić, ale nagle przyjrzał mu się lepiej. Fotografia przedstawiała Skipera i Marlenkę, przytulonych do siebie i wesoło uśmiechniętych. W tle było widać drzewa Central Parku i poturbowanego sprzedawcę waty cukrowej. Tę fotografię wykonano rok temu, kiedy Marlenka wybrała się z chłopakami na spacer. Wtedy byli tacy szczęśliwi. Ale teraz…

 

Skipper wrócił do bazy z miną zbitego szczeniaczka. Maja spojrzała na niego znad gazety.

- Co się stało? – spytała cicho. Nie spodobał jej się stan jej wujka.

- Nie twój interes, młoda – burknął dowódca.

- Dała ci kosza! -roześmiała się dziewczyna.

- Skąd ty…? – Skipper umilkł.

- Wiem co nieco o nieudanych związkach – roześmiała się Maja – A znając ciebie, wujku, twoje związki walą się nim się zaczną.

- Milcz, dziewczyno! – zdenerwował się komandos – Nie mieszaj się do spraw dorosłych!

- Twoja wola – Majka wzruszyła ramionami – Ale pamiętaj, nie wiesz co masz, dopóki tego nie stracisz.

- WYNOCHA! – ryknął Skipper i rzucił w nią blaszanym kubkiem. Dziewczyna dała drapaka na górę.

- Też mi wujek! – wrzasnęła urażona. Skipper oklapł na swoją pryczę. Słowa bratanicy wciąż dźwięczały mu w uszach. Stwierdził, że miała rację.

Przepraszam za kiepską jakość tego rozdziału, ale to były najsensowniejsze kłótnie jakie przyszły mi do głowy (kolejny typ scen, które mi nie idą). Jeśli ktoś ma lepszy pomysł na scenariusz tych scen, bardzo chętnie wysłucham.